Dziś jest 2018.08.19 niedziela
 
 aktualności
 misja Bijsk
 perelki
 fotografie
 historia
 przewodnik
 wyprawy
 strefa audio
 strefa VIDEO
 kontakt
 wsparcie
 ogloszenia
 linki
 
 

 

 

o.Andrzej Obuchowski
659301 Region Altai,
Biysk-1 Box-5, Russia

catholic@misja-bijsk.org
webadmin@misja-bijsk.org

 


  marzec 2010r - Jak to na każdej budowie...
  pazdziernik 2008r - Ile zim, ile dni od ostatniego listu. Prawda?
  grudzień 2007r - Trudno nie przyznać racji słowom...
  kwiecień 2007r - Napisanie tego listu odkładałem od wielu...
  grudzień 2006r - Kiedy zacząłem poszukiwania w Bijsku danych...
  październik 2006r - Mam w Bijsku książkę, którą zapisują moi wakacyjni...
  lipiec 2006r - Pod koniec czerwca jedna z moich parafianek przyprowadziła...
  marzec 2006r - Jeszcze pół roku temu myśląc o swojej pracy w Rosji...
  listopad 2005r - Był koniec marca, kiedy przypadkiem dowiedziałem się...
  kwiecień 2005r - Piszę te słowa spoglądając co jakiś czas na ekran...
  grudzień 2004r - Pewnie to już z 4 lata temu do Bijska zawitali...
  styczeń 2003r - Wracając z urlopu z Polski pod koniec...
  październik 2002r - Jeśli by ktoś mi kiedyś powiedział...
  marzec 2002r. - Coraz bardziej się przekonuję...
  listopad 2001r. - Kiedy się coś buduje materialnego...
  marzec 2001r. - Dała nam popalić tegoroczna zima...
  październik 2000r. - To było w sobotnie popołudnie...
  styczeń-marzec 2000r. - Naprawdę trudno mi uwierzyć...
  grudzień 1999r. - Za oknem już dawno zima...
 
grudzień 2006r.
   Kiedy zacząłem poszukiwania w Bijsku danych dotyczących obecności katolików, jedyną informacją do której dotarłem była ta, że w 1847 roku polski ksiądz Paweł Szyszko otworzył w mieście prywatną szkołę. Rok później otrzymałem z Tomska wypisane nazwiska siedmiu innych duchownych, którzy trafili na Ałtaj. Wielką niespodzianką była odkryta w księgarni niewielka książka: "Religia i polityczni zesłańcy w Zachodniej Syberii w XIX w." Bowiem z stad zaczął się wyłaniać bardziej konkretny szkic losów moich poprzedników. I w tym liście odrobinę będzie o nich.

   Syberia zawsze była więzieniem bez granic. Tutaj carat zsyłał swoich politycznych przeciwników i wrogów. Dlatego też i księża znaleźli się na liście zesłańców a ich miejscem pobytu miały być „tereny słabo zamieszkane”. Pierwszym, o którym wspomina historia, był ks. Paweł Szyszko pochodzący z białostocczyzny. Po więzieniu w Grodnie, a potem pod Kijowem, został zesłany do Bijska. Przybył tu 10.01.1840 r. Siedem lat później utworzył wspomnianą wyżej szkołę. Miejscowe biskupstwo prawosławne przyglądając się coraz popularniejszej placówce, nakazało ją zamknąć. Gdyby więc nasz kościółek został zbudowany w 2010 roku - była by to 170 rocznica upamiętniająca te wydarzenia. Samo otwarcie szkoły to także ciekawy rozdział. Bo, jak podają dokumenty, od samego początku duchowni zajmowali się nauczaniem i działalnością edukacyjną. Chronili oni też polską kulturę i język, czym wpływali na podobne zachowanie rodaków na zesłaniu. W naszych planach jest zbudowanie także małego "Centrum edukacyjno-charytatywnego". Czyli po 170 latach wracają dobre przykłady przodków.
   Najwięcej księży do Bijska trafiło po 1863 roku. Zachowane materiały archiwalne mówią o siedmiu duchownych. W tym czasie w Bijsku mieszkało 160 osób polskiego pochodzenia i około 100 w najbliższej okolicy. Dlatego katolicy zwrócili się z prośba o zbudowanie małej, drewnianej kaplicy i pozwolenie na odprawianie nabożeństw dla przebywających w mieście księży. Być może odprawiali Msze św. w swoich domach, w których mieszkali. Bowiem policyjne dokumenty mówią o tym, że niektórzy duchowni otrzymali dodatkowe kary zabraniające takich praktyk. Jest też informacja, że w samym odprawianiu liturgii miejscowe władze nie widzą nic złego i proszą gubernatora w Tomsku o pozwolenie na jej wykonywanie.
   Bijsk zasłynął wtedy także głośnym na owe czasy precedensem konwersji z prawosławia na katolicyzm niejakiego Aleksandra Bieleckiego. Z tego też powodu wydano specjalne zarządzenie zakazujące przechodzenia na katolicyzm pod karą wiezienia. Czy był to wpływ duchownych, czy jakiejś polskiej białogłowy, że kupiec Bielecki zmienił konfesje, o tym już nic nie wiadomo.
   Los księży był różny. Niektórzy otrzymywali od państwa niewielkie sumy na utrzymanie, inni ratowali się handlem. Nie do pozazdroszczenia była sytuacja ks. Konstantego Stefanowicza. W jednym ze swoich listów napisał, że nie ma żadnej pomocy z Polski i powyprzedawał wszystko, aby można było coś włożyć do garnka. Wielokrotnie informował o swojej sytuacji administrację, co w końcu przyniosło efekt w postaci pieniędzy na wynajęcie mieszkania.
   Gdzie był "polski cmentarz", jak mówili o nim mieszkańcy i gdzie stała kaplica, tego już nikt nie wie. Pan Jan Romańczyk jak przez mgłę wspomina, że ojciec pokazywał mu to miejsce w dzieciństwie. Czy było to na górze, gdzie stary cmentarz zarósł już lasem, czy może w zupełnie innym, trudno powiedzieć. Są i tacy, którzy utwierdzają, że stojący w starej części miasta budynek był kiedyś kościołem. Istotnie kubaturą i zewnętrznymi ornamentami przypomina świątynie. Jak to było modne w latach trzydziestych i później, wielokrotnie go przebudowywano i modernizowano dostosowując do nowych funkcji. Ostatnio były tam jakieś warsztaty i stąd pełno tam na ścianach skrzynek metalowych, rur i wszelkiego rodzaju żelastwa. Od kilku lat opuszczony budynek jest odwiedzany przez "złomiarzy", którzy demontują po kolei uposażenie. [foto]
   Dlaczego parafia nie miała na stałe duszpasterza? Można się tylko domyślać. W Bijsku istniało prawosławne biskupstwo i działała tak zwana "Duchowna Misja", która była nastawiona na nawrócenie miejscowych narodów Ałtaja. Czy więc możliwa była praca duchownych w parafii? W tamtych czasach relacje z prawosławnymi też były trudne. Mieli oni duży wpływ na wszystko, co działo się w niewielkim miasteczku. O czym świadczy interwencja w sprawie zamknięcia szkoły "polskogo ksiedza". Ale to tylko przypuszczenia. Może kiedyś nowe odkryte dokumenty rzucą światło na tajemnice tamtych lat.
   I to by było na razie i historii. Co u nas nowego? Rok szkolny w przyparafialnej szkółce trwa. Zajęcia językowe są codziennie prócz soboty. Prowadzi je już trzeci rok p. Paweł Jońca, który pewnie opuści nas w maju. Trzy lata to dostatecznie długi okres na rozstanie z rodziną. A trzeba przecież myśleć o przyszłości. Kto więc pociągnie potem to dzieło, trudno powiedzieć. Bo kiedy zacznie się budowa, to pochłonie wolne chwile. Ale niech się dzień martwi sam za siebie.
   Powoli krystalizują się plany repatriacyjne naszych polskich rodzin. Pierwsza już wyjechała na początku grudnia. Teraz w kolejce stoją dwie następne. Trudno się temu dziwić, bo sytuacja materialna w naszym mieście bardzo odbiega od normy niż w innych rejonach. Przestawić ogromny przemysł zbrojeniowy na cywilna produkcję nie udawało się z różnych powodów. Efektem tego jest ogromne bezrobocie i niewielkie stawki płacowe. Dlatego też ludzie szukają ratunku w migracji. Młodzi najczęściej wybierają studia w innych miastach i tam już zostają. Także sporo młodych rodzin rokrocznie wyjeżdża w poszukiwaniu lepszych warunków. Jest pewna szansa rozwoju miasta w specjalnym programie "naukograda" (odpowiednik polski to chyba specjalna strefa ekonomiczna). Ale nikt nie podaje żadnych konkretów i fala wyjazdów trwa. Wcześniej to zrobili Niemcy, teraz szykują się Polacy. Na szczęście wolne miejsca w kaplicy zaczynają zajmować Rosjanie. I to jest nasza nadzieja.

   I znowu przychodzi czas świąteczny i noworoczny. Proszę zatem przyjąć życzenia, aby pokój i radość betlejemskiej nocy udzielała się jak najobficiej i najgłębiej.

Dla wszystkich naszych Przyjaciół - serdeczności z naszego Ałtajskiego zakątka
o. Andrzej Obuchowski