Dziś jest 2018.10.23 wtorek
 
 aktualności
 misja Bijsk
 perelki
 fotografie
 historia
 przewodnik
 wyprawy
 strefa audio
 strefa VIDEO
 kontakt
 wsparcie
 ogloszenia
 linki
 
 

 

 

o.Andrzej Obuchowski
659301 Region Altai,
Biysk-1 Box-5, Russia

catholic@misja-bijsk.org
webadmin@misja-bijsk.org

 


  marzec 2010r - Jak to na każdej budowie...
  pazdziernik 2008r - Ile zim, ile dni od ostatniego listu. Prawda?
  grudzień 2007r - Trudno nie przyznać racji słowom...
  kwiecień 2007r - Napisanie tego listu odkładałem od wielu...
  grudzień 2006r - Kiedy zacząłem poszukiwania w Bijsku danych...
  październik 2006r - Mam w Bijsku książkę, którą zapisują moi wakacyjni...
  lipiec 2006r - Pod koniec czerwca jedna z moich parafianek przyprowadziła...
  marzec 2006r - Jeszcze pół roku temu myśląc o swojej pracy w Rosji...
  listopad 2005r - Był koniec marca, kiedy przypadkiem dowiedziałem się...
  kwiecień 2005r - Piszę te słowa spoglądając co jakiś czas na ekran...
  grudzień 2004r - Pewnie to już z 4 lata temu do Bijska zawitali...
  styczeń 2003r - Wracając z urlopu z Polski pod koniec...
  październik 2002r - Jeśli by ktoś mi kiedyś powiedział...
  marzec 2002r. - Coraz bardziej się przekonuję...
  listopad 2001r. - Kiedy się coś buduje materialnego...
  marzec 2001r. - Dała nam popalić tegoroczna zima...
  październik 2000r. - To było w sobotnie popołudnie...
  styczeń-marzec 2000r. - Naprawdę trudno mi uwierzyć...
  grudzień 1999r. - Za oknem już dawno zima...
 
listopad 2005r.
Był koniec marca, kiedy przypadkiem dowiedziałem się, że moja karta pobytu utraciła ważność z powodu konieczności wymiany jej na nową. Chociaż (teoretycznie) była ważna jeszcze dwa lata - bo taki widnieje w niej zapis. Ale weszły nowe przepisy mówiące o wymianie dokumentu, o których nikt oczywiście nie poinformował. Stąd groziły różne konsekwencje, o których lepiej głośno nie mówić. Okazało się, że wymiana dokumentu dokonuje się w Moskwie i trwa od 3 do 6 miesięcy. Na nic się zdały prośby, tłumaczenia, że nie jest możliwe tak długi okres oczekiwania, gdyż paraliżuje to pracę administracyjną, nie mówiąc już o swobodzie poruszania się po terytorium Rosji (np. bilety kolejowe kupuje się na podstawie dokumentów). Byłem tym mocno zasmucony i zatrwożony.

Trzy dni po śmierci Ojca Świętego pojechałem do odpowiedniego urzędu w Barnaule po drodze modląc się do polskiego papieża: - Ojcze Święty, Ty teraz wszystko lepiej rozumiesz. Pomóż zmienić rosyjską biurokrację. Inaczej wiesz, co mnie czeka w najbliższych miesiącach.

Na miejscu już na wstępie wysłuchałem zapewnień, że nie jest możliwe przyspieszenie wydania dokumentu. Wtedy zaryzykowałem:
- Czy wiecie, że jestem księdzem katolickim?
Urzędniczka odpowiedziała:
- Tak.
- Czy wiecie, że umarł papież?
- Tak.
- A wiecie, że jak umiera Ojciec, to dzieci przyjeżdżają na jego pogrzeb?
Znowu odpowiedziała twierdząco. Wtedy wysilając swój baryton spokojnie i stanowczo powiedziałem:
- A ja chcę i muszę pojechać na jego pogrzeb!
Urzędniczka raz jeszcze przypomniała normalną procedurę otrzymywania dokumentów. Wtedy patrząc jej prosto w oczy, jeszcze bardziej zniżając głos, wypowiedziałem raz jeszcze:
- A ja chcę i muszę pojechać na jego pogrzeb!
Nieco tym speszona, poprawiła kosmyk włosów na czole i rzuciła obojętnie na odchodne:
- Niczego nie obiecuje.
Kiedy w Watykanie odbywały się uroczystości pogrzebowe zadzwonił telefon:
- Wasze dokumenty są już gotowe.
Powiedziałem gorzko, że o jeden dzień przyszły za późno. W duszy jednak byłem bardzo szczęśliwy, że Ojciec Święty Jan Paweł II pomógł tak skutecznie i namacalnie. Mogę teraz śmiało zaświadczyć w procesie beatyfikacyjnym o pierwszym cudzie w Bijsku za jego przyczyną!

Wieczorem w dzień pogrzebu odbyła się Msza św. w intencji Ojca św. Byłem miło zaskoczony, bo tego dnia kaplica była pełna, chociaż niczego w niedzielę w ogłoszeniach (nie znając daty pogrzebu) nie podawałem.

Odebrałem z tego powodu jeszcze o dziwo wiele telefonów z kondolencjami od różnych ludzi, co bardzo mi pomogło przeżyć te gorzkie dni. Widziałem dzięki telewizji, jak przeżywała to wszystko Polska.

Z czego bardzo się cieszę, to z owoców obecności na Ałtaju. Przez rok przygotowywałem jedną rodzinę do chrztu ich dziecka. Mąż jest katolikiem - o niemieckim pochodzeniu, żona prawosławna. Niemniej oboje zadecydowali, że chrzest ich dziecka odbędzie się w Kościele Katolickim. I tak też się stało w święta Wielkanocy. Nowym członkiem naszego Kościoła stał się Igor. Od tego momentu mogłem zapisać na mapie kolejny punk misyjny do odwiedzania w Ust-Koksie, raptem 498 km od Bijska. A nie minął miesiąc, kiedy do parafii zgłosili się kolejni ludzie prosząc o przyjęcie. Jeśli zaliczą pozytywnie skrutynium (tak, tak, u nas nie tak łatwo przychodzi się do wspólnoty katolickiej), to chrzest i konwersja odbędzie się 25 XII. Na Bożę Narodzenie - i narodzenie dla naszej diaspory.

Wakacje jak zwykle bardzo pracowite. Najpierw Ksiądz Jerzy wraz z grupa wolontariuszy z Wrocławia przyjechał poprowadzić obóz. Pierwszego dnia przyszła spora grupa naszej młodzieży; wydawało się, że będzie świetny obóz. Ale od następnego dnia lista uczestników zaczęła się topić. Kiedy już goście z Polski odjechali, na spotkaniu bijczanie powiedzieli: ojcze, ci Polacy tacy byli inni od nas: weseli, radośni, z tyloma pomysłami na zabawę, że nam wstyd było przychodzić na zajcia. I dlatego tak się zakończyło.

I masz tu babo placek.

Przez całe wakacje przyjeżdżali do nas bądź to Sybiracy - bądź Polacy. Ci pierwsi to oczywiście dzieci i młodzież z naszej diecezji, którzy wraz z opiekunami odpoczywali w Bijsku lub przeprowadzali rekolekcje. A ci drudzy - to rodacy, którzy zwiedzali Ałtaj. W tym roku obyło się bez żadnych tragicznych wypadków, tak wiec nie trzeba było bratać się z odziałem szpitalnym.

Wrzesień jak zwykle to okres nauki dla naszej "szkółki przyparafialnej". Tak jak w ubiegłym roku, tak i w tym, naukę w niej prowadzi delegowany przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli p. Paweł Jońca. Młody nauczyciel rodem z Płocka, który zawędrował na Syberię szukając trochę przygody, a trochę wiedziony ciekawością naszych zakątków.

Rok temu zamieszkał w wynajętym mieszkaniu w bloku, ale po miesiącu przeprowadził się na wolne lokum po siostrze Kler. Z jednym zastrzeżeniem, że będzie pomagał zimą w odgarnianiu śniegu.

- Ale ja lubię zimę - odparł bez namysłu. Kiedy jednak po kilka razy w tygodniu trzeba było odkopywać ścieżki po zamieciach, wyraźnie jego sympatia do tej aury osłabła. Mnie samemu teraz się marzy kupno maszyny do odśnieżania. Ale to spory wydatek i zostaje póki co, tylko w marzeniach.

Polskie Centrum, które skupia bijską polonię, trzeba przyznać, zaktywizowało się w tym roku. Było więcej spotkań tematycznych, wykładów. W nagrodę za wcześniejsze udane występy zostało zaproszone do udziału w "Festiwalu Narodów Ałtaja", organizowanym przez administracje miasta. I ja tam miałem swój skromny udział, bo odpowiadałem za śpiew seniorów i młodzieży. Były więc pieśni patriotyczne ale i religijne. Na festiwal przemyciłem kilka młodzieżowych piosenek, które zaśpiewane przy akompaniamencie gitary spodobały się publiczności. (Inny by się chwalił, a ja tylko skromnie informuję.)

Kilka dni później przyjechał do Bijska generał Wojciech Jaruzelski. Jego przyjazd poprzedziła bogata korespondencja "telefoniczno-faksowo-e-mailowa". Dzwoniono i pisano z kancelarii prezydenta Rosji, gubernatorskiej z Barnauła, miejscowej administracji, ambasady polskiej, konsulatu, zakończywszy na służbach mundurowych. 11 maja generał odwiedził nasza misję, porozmawiał z proboszczem, kierownictwem Polskiego Centrum, spotkał się z polonią. Na koniec wszyscy nawiedziliśmy cmentarz, gdzie jest pochowany jego ojciec. Tam też odmówiłem modlitwy za zmarłych Polaków na Ałtaju. Wiem, że w Polsce różnie się ocenia sam przyjazd Generała do Rosji. W kuluarach dowiedziałem się, że próbował już kilkakrotnie dotrzeć do Bijska - ale zawsze odmawiały mu najwyższe władze. Tym razem stanął nad grobem ojca, którego sam pochował w 1943 roku.

Warto tu przypomnieć, że Władysław Jaruzelski pozostawił po sobie świadectwo wielkiego patrioty (był min. ochotnikiem w wojnie bolszewickiej) i dobrego katolika. Przy jego grobie, który sąsiaduje z zbiorową mogiłą Polaków, zawsze się gromadzimy 1 XI. To jedyne w Bijsku miejsce pochówku katolickiego, bo inne cmentarze zostały zdewastowane i zrównane z ziemią. Nawet ten najstarszy i najpiękniejszy z końca XIX, wieku nie przetrwały do naszych czasów zdmuchnięte ateistycznym wiatrem.

Jeśli już o grobach mowa - dotarliśmy do polskiego cmentarza nieopodal Troicka (jakies 120 km od Bijska), schowanego głęboko w tajdze. W przyszłym roku zostanie on uporządkowany i ogrodzony. Wiosną też wybieram się w poszukiwaniu kolejnych miejsc, w których na zawsze pozostali zesłani tu Polacy. Coraz więcej osób z Polski prosi o odnalezienie grobów i przywiezienie z nich garstki ziemi.

A żeby nie kończyć tak minorowo wrócę jeszcze do majowych uroczystości, bo nie wszystkie wspomniałem. Już od kilku lat przeprowadzamy "Dni Polskiej Kultury". Tak i w tym roku w połowie maja odbyły się one w wynajętej sali kinowej z udziałem nie tylko polonusów, ale także zaproszonych gości i wszystkich chętnych. Sala nie pękała w szwach. Niemniej była duża frekwencja. A sam popis dziatwy tańczącej, recytującej i śpiewającej był warty zobaczenia. Całość dopełniały także wykłady i prelekcje dorosłych. Imprezę uważam za udaną.

Kiedy jest się z młodzieżą, widzę jak Pan Bóg wykorzystuje to w swoich celach. Kolejne dwie uczennice "szkółki niedzielnej" po długim przygotowaniu złożyły deklarację konwesji i zostały włączane do grona parafian. I chwała za to Panu Bogu.

Jeszcze kilka tygodni i święta Bożego Narodzenia. Zawsze ze wzruszeniem wspominam i modlę się za tych, którzy wspierają mnie w tej służbie misyjnej. Bo bez tej duchowej i materialnej pomocy, nic bym sam nie zdziałał. Niech dobry Pan Bóg rozpromieni swoje oblicze nad Wami i obdarzy łaską pokoju serca i nadzieją na szczęśliwy, Nowy Rok.

Pamiętający o Was o. Andrzej Obuchowski